Slonce zaczelo wschodzic. Zwierzyna biegla w strone lwiej skaly. Tak, zycie zatoczylo kolejny krag. Wtedy juz krolowa Kiara byla w ciazy. Caly czas zastanawiali sie nad imieniem. Ale nie tylko oni. Byla tez inna lwica, Arana, jedna ze stada Ziry. Cofamy sie w czasie. Nie chciala ona dolaczyc sie do stada Simby po bitwie. Zapatrzona w smierc Ziry, uciekla daleko, daleko z Lwiej i Zlej Ziemi. Byla wtedy w ciazy. Urodzila.
-Nazwe cie Zika. Na czesc Ziry-usmiechnela sie-bedziesz jak jej syn Kovu. Kocham cie Zika.
Niestety, po poltora roku zmarla. Mala Zika sama nabierala samodzielnosci i potrafila co nieco upolowac. A teraz wracamy do Kiary i Kovu. Mieli synka. Malutkie lwiatko. Kiara spojrzala na synka. Dalej nie mial imienia. A byl zaskakujaco podobny z wygladu do Simby i swego ojca.
-Simvu-powiedziala
-Co powiedzialas?-to pytanie zadal przechodzacy obok Kovu.
-Simvu-powtorzyla-polaczenie twojego imienia i mojego ojca. Moze nie jest oryginalne, ale nie chce dac mu inaczej na imie...Zgadzasz sie?-spojrzala blagalnie na meza
-Hmmm...Moj potomek ma niemal takie samo imie jak ja...Oczywiscie ze tak, Krolowo Kiaro-zasmial sie
Niedlugo potem byly chrzciny. Czyli 3 pierwsze linijki. Przyszedl Rafiki i pokazal zwierzetom przyszlego krola Lwiej Ziemi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Troche krotko, ale coz, bylam ciut zajeta :p


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz