Simvu mial wspaniale zycie. Mimo ze urodzil sie kilka dni temu byl szczesliwy jak nikt inny. Z radoscia poznawal swiat. Razem z Kovu i Kiara chodzili na spacery po sawannie. Czesto razem z nimi szli Simba i Nala. Oraz Kopa i Mheetu (w mojej wersji sa oni zywi), i Tojo. Bawil sie z wnukami Tamy, Malki, Chumviego (jak dla mnie to samiec) i Kuli. Czasami wszyscy wyzej napisani oraz dzieci przyjaciol Simby spotykali sie w umowionym miejscu i gadali, smiali sie i bawili. Wspominali dziecinstwo.
Takiego szczescia nie miala Zika. Oczywiscie, byla ciekawa swiata. Ale przez to, ze na ziemi na ktorej mieszkaly nie bylo zadnych lwow oprocz nich, wolala swoje wlasne towarzystwo, niz innych. Matka chciala aby kiedys i ona zalozyla wlasne stado. W tym celu od malego opowiadala i uczyla ja o zyciu w stadzie. Zika byla jednak strasznie uparta i jak cos jej sie niepodobalo uciekala. Na ogol lubila opowiesci mamy. Pewnego dnia cwiczyla z mama skradanie. Arana chciala jej cos powiedziec odnosnie skradania, ale zdazyla. Upadla. Zasnela. Na zawsze.Zika miala dopiero poltora roku. Strasznie ja oplakiwala. Nie mogla spac, jesc i pic.Proces ten trwal ok.3 miesiace. Po owych miesiacach Zika wziela sie w garsc i postanowila zyc tak, jak chcialaby jej ukochana mama, Arana. Usamodzielnila sie i byla zla, przysiegala ze kiedys to ona zostanie krolowa.


Supcio!
OdpowiedzUsuńZapraszam na http://zycieluny-niezwyklejlwicy.blogspot.com/
i + dołączyłam się do obserwatów
Wielkie dzieki!
OdpowiedzUsuńChetnie spojrze na twoj blog :D